W polskich sądach pojawia się coraz więcej pism procesowych napisanych w całości przez sztuczną inteligencję, bez żadnej ludzkiej korekty i bez weryfikacji przepisów. W swojej praktyce widzę to regularnie i z każdym miesiącem ta regularność rośnie. Czas porozmawiać o tym wprost.
Nowa moda w polskich sądach. Pismo z okienka czatu
Jeszcze rok temu otrzymanie takiego dokumentu było rzadką ciekawostką. W 2025 i 2026 roku sytuacja zmieniła się drastycznie, pisma tworzone przez duże modele językowe stają się codziennością. Problem nie leży w samym fakcie korzystania z technologii, lecz w zupełnym braku profesjonalizmu przy jej wdrażaniu.
W praktyce wygląda to kuriozalnie. Otrzymujemy dokumenty, które na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie merytorycznych i poprawnie sformatowanych. Wystarczy jednak krótka lektura, żeby dostrzec odciski palców maszyny. Strony procesowe kopiują odpowiedź z okienka czatu dosłownie, przenosząc do oficjalnych pism elementy typowe wyłącznie dla interfejsu chatbota: tabelki sformatowane kodem, numerację w stylu "Krok 1:", "Krok 2:".
Najbardziej uderzający jest fakt, że nikt po drugiej stronie nie zadał sobie trudu, żeby przeczytać ten tekst przed wysłaniem go do sądu. Brak redakcji, brak usunięcia zbędnych formatowań, brak weryfikacji błędów faktycznych. Cyfrowe "kopiuj-wklej" zastąpiło rzetelną pracę intelektualną.
Dlaczego ludzie sięgają po AI do pism procesowych?
Pierwszym i najważniejszym czynnikiem są koszty. Dla wielu obywateli pomoc profesjonalnego pełnomocnika jest dobrem luksusowym, a AI wydaje się darmowym prawnikiem dostępnym całą dobę. Część społeczeństwa żyje w przekonaniu, że "to przecież tylko pismo", formalność którą każdy inteligentny system potrafi wygenerować w kilka sekund.
Nie bez znaczenia jest też subiektywne wrażenie jakości. Przeciętny użytkownik widzi długi, poprawnie sformułowany tekst nasycony prawniczym żargonem, co dla laika jest synonimem profesjonalizmu. Szybkość generowania i łatwość obsługi sprawiają, że pokusa drogi na skróty jest nieodparta. Niestety w starciu z rygorami procedury cywilnej ta fasadowa jakość obraca się przeciwko samemu autorowi pisma, zazwyczaj w najgorszym możliwym momencie.
Po czym poznać takie pismo i dlaczego jest problematyczne?
Pismo wygenerowane przez AI można rozpoznać na kilka sposobów, a każda z tych cech przekłada się bezpośrednio na konkretny problem merytoryczny lub procesowy.
Pierwszym sygnałem jest wklejone formatowanie z interfejsu chatbota. Tabelki złożone ze znaków pionowych kresek i myślników, listy z gwiazdkami, fragmenty wyglądające jak surowy kod. To elementy typowe dla okienka czatu, niemające żadnego miejsca w oficjalnym piśmie procesowym.
Kolejnym jest instruktażowa numeracja w stylu "Krok 1:", "Krok 2:", "Krok 3:". Model potraktował zapytanie jak prośbę o instrukcję obsługi, nie jak pismo procesowe. Sąd nie oczekuje poradnika, oczekuje argumentacji prawnej.
Bardzo charakterystyczna jest też sałatka słowna bez treści merytorycznej. AI ma tendencję do tworzenia rozbudowanych, wielokrotnie złożonych zdań, które brzmią mądrze, ale nie wnoszą żadnej konkretnej argumentacji. Długość zastępuje merytorykę. Ten problem jest głębszy niż wygląda, bo wynika z fundamentalnej cechy modeli językowych: optymalizują tekst pod kątem stylu i struktury, które ludzkie oko utożsamia z eksperckością. Kluczowym zjawiskiem jest tu halucynacja, czyli stan, w którym model dążąc do wygenerowania najbardziej prawdopodobnego ciągu słów zaczyna traktować prawdopodobieństwo jako prawdę. Dla AI prawdopodobne brzmienie przepisu staje się faktycznym przepisem.
Stąd wynika kolejna i poważniejsza cecha: nieaktualne lub nieistniejące przepisy. Modele językowe mają tzw. knowledge cutoff, datę po której nie były aktualizowane. Polskie prawo zmienia się dynamicznie. Szczególnie problematyczne są obszary z licznymi nowelizacjami ostatnich lat: zasady doręczeń elektronicznych, tryb posiedzeń niejawnych, postępowanie uproszczone w KPC, prawo budowlane, prawo zamówień publicznych, RODO i jego bieżąca wykładnia przez UODO. Użycie przepisu, który utracił moc lub został istotnie zmieniony, nie tylko kompromituje autora w oczach sądu, ale może prowadzić do bezpośrednich negatywnych skutków procesowych.
Bezpośrednio z tego samego mechanizmu wynika wymyślone orzecznictwo. Modele potrafią cytować wyroki Sądu Najwyższego, NSA czy TSUE, które w rzeczywistości nigdy nie zapadły. Tworzą syntetyczne sygnatury, wiarygodnie brzmiące daty i tezy niemające pokrycia w żadnej bazie orzecznictwa. Sędzia weryfikujący powołany wyrok natychmiast zauważy brak podstawy prawnej. Podanie nieistniejącego orzeczenia to jeden z najszybszych sposobów na utratę wiarygodności przed sądem.
Pismo AI jest też zawsze dramatycznie ogólnikowe. Nie zawiera sygnatur akt, dat pism, kart z akt ani konkretnych dowodów, bo AI nie zna Twojej sprawy. Generuje pisma w próżni, pełne odwołań do zasad słuszności i praw strony, które nie odnoszą się do żadnego konkretnego faktu. Sąd nie oczekuje wywodów filozoficznych, oczekuje wykazania dlaczego dany dowód jest istotny i dlaczego twierdzenia przeciwnika są nieprawdziwe w świetle akt.
I wreszcie kwestia proceduralna: prekluzja dowodowa, terminy zawite, wymogi formalne z art. 126-128 KPC. AI nie rozumie logiki procesowej. Model nie wie, że pewne dowody muszą zostać zgłoszone pod rygorem utraty prawa do ich powołania. W procesie błąd formalny bywa równie dotkliwy jak brak merytorycznych argumentów.
Jakie ryzyko niesie złożenie pisma napisanego przez AI?
Złożenie dokumentu procesowego wygenerowanego przez chatbota bez weryfikacji prawnika niesie ze sobą bardzo konkretne konsekwencje.
Błędnie skonstruowane pismo może zostać zwrócone przez sąd. Jeśli termin do uzupełnienia braków minie, skutki procesowe mogą być nieodwracalne. Prekluzja dowodowa w polskim procesie cywilnym jest bezlitosna.
Podanie zmyślonego orzeczenia SN nie tylko naraża stronę na ośmieszenie, ale drastycznie podważa jej wiarygodność na wszystkich etapach postępowania.
Strona przegrywająca zwraca koszty procesu stronie przeciwnej, w tym koszty zastępstwa procesowego. Oszczędność na honorarium prawnika może skończyć się wydatkiem wielokrotnie wyższym.
W sprawach gospodarczych ryzyko jest szczególnie wysokie. Reguły dowodowe i prekluzja są tu interpretowane restrykcyjnie. Pismo stworzone automatycznie, pozbawione analizy konkretnej relacji handlowej, bardzo łatwo przegra w starciu z profesjonalną argumentacją po drugiej stronie.
A co jeśli prawnik złoży pismo napisane przez AI bez weryfikacji?
Odpowiedzialność za każde słowo wygenerowane przez algorytm spada bezpośrednio na pełnomocnika. Ustawa o radcach prawnych i ustawa o adwokaturze nakładają bezwzględny obowiązek zachowania najwyższej staranności zawodowej. Brak weryfikacji treści AI to naruszenie zasad etyki zawodowej.
Precedensem dla całego środowiska prawniczego stała się amerykańska sprawa Mata v. Avianca Airlines, w której adwokaci zostali ukarani grzywną przez sąd federalny za pisma oparte na zmyślonych przez ChatGPT orzeczeniach. Podobne przypadki pojawiły się już w Wielkiej Brytanii i Australii. Na polskim gruncie złożenie pisma z halucynacjami AI może skutkować postępowaniem dyscyplinarnym, a w skrajnych przypadkach roszczeniami odszkodowawczymi klienta za błąd w sztuce.
Ważna uwaga: to nie jest zakaz korzystania z AI. To nakaz pełnej weryfikacji. AI może być asystentem, ale odpowiedzialność zawodową ponosi zawsze człowiek.
Co zrobić, jeśli dostałeś pismo napisane przez AI?
Jeśli pismo po drugiej stronie budzi Twoje podejrzenia, pamiętaj o trzech zasadach.
Po pierwsze, nie ignoruj go. Nawet błędne pismo procesowe złożone do sądu wywołuje skutki procesowe i wymaga odpowiedzi w ustawowym terminie.
Po drugie, zidentyfikuj błędy i wytknij je w odpowiedzi. Wykazanie braku staranności i błędów faktycznych przeciwnika podważa jego wiarygodność przed sądem i wzmacnia Twoją pozycję procesową.
Po trzecie, skonsultuj się z prawnikiem. Paradoksalnie odpowiedź na takie pismo jest zazwyczaj łatwiejszym zadaniem niż odpowiedź na rzetelnie sporządzony dokument. Profesjonalny pełnomocnik szybko i skutecznie obnaży jego merytoryczne słabości.
Korzystanie z AI w prawie to wciąż za duże ryzyko, żeby robić to samemu
Pisma procesowe generowane przez ChatGPT i inne modele językowe wyglądają profesjonalnie, są długie i nasycone prawniczym żargonem, ale pod powierzchnią kryją nieaktualne przepisy, wymyślone orzecznictwo, brak odniesień do akt i błędy proceduralne, które mogą kosztować przegraną sprawy.
Korzystanie z AI wyłącznie i w całości do pisania pism prawnych jest dziś obarczone zbyt dużym ryzykiem, żeby traktować to jako realną alternatywę dla profesjonalnej pomocy prawnej. Paradoksalnie, gdy po drugiej stronie pojawi się takie pismo, wygodniej i bezpieczniej jest mieć pełnomocnika, który to zauważy i odpowiednio wykorzysta. A w przypadku własnych pism konsultacja z prawnikiem jest po prostu tańsza niż koszty przegranego procesu.
Jeśli masz wątpliwości dotyczące pisma, które otrzymałeś, lub chcesz skonsultować swoją sytuację procesową, zapraszam do kontaktu z kancelarią.
Powiązane strony